Powojenni (od lewej):

Andrzej Brzozowski, Wojtek Blusiewicz, niżej opisany, Janusz Brzozowski.

(Ze zbiorów rodzinnych)

 

Z woli Przypadku urodzony 23 maja 1949 roku w Łomży. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt upamiętniający to wydarzenie – tego dnia obwieszczono światu utworzenie Republiki Federalnej Niemiec.

  Jak życie okaże, niemiecki wątek da znać o sobie wiele lat później.

  Lata dziecięco-szczenięce ważne są z racji roli Babci Marii, jaką Ta odegrała w skutecznym i trwałym zainfekowaniu młodego umysłu miłością do książek. Co przyniosło efekt – w wieku lat 12 - w postaci własnoręcznie napisanego literami drukowanymi (sic!) opowiadania pt. Czarna Perełka.

  Perełka, kundel pospolity, okazała się fartowana. Autor otrzymał pierwszą w życiu nagrodę literacką – książkę A. Szklarskiego „Tomek w krainie kangurów”.

  Względny spokój (poza kilkoma mało znaczącymi ekscesami w postaci dobrych – podobno -  wypracowań) był do klasy przedmaturalnej. Prawdę powiedziawszy, młodzieniec zajęty był wówczas szlifowaniem prozy życia: nauką, lekkim wagarowaniem, uczęszczaniem na szkolne potańcówki, rozwijaniem ściśle ukierunkowanych zainteresowań (wiadomo jakich) oraz próbą zaistnienia w kawiarni Balbina (ul. Dworna). Co było wówczas marzeniem większości tych z pierwszym zarostem z łomżyńskiego Ogólniaka.

  Mimo to w/w znalazł czas (i chęci), by do Radaru, jakim wtenczas zaczytywała się na ćwierć gwizdka kontestująca młodzież, podesłać donos. Paszkwil miał dwie strony tekstu i opisywał niedole oraz problemy młodzieży w małym miasteczku. (Jakim w on czas Łomża była – 23 tys. dusz.)

  Potem było już tylko gorzej.

  Po studiach (polonistyka na Wydziale Humanistycznym  Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, .71) przyszedł czas na odrabianie stypendium fundowanego w bibliotece wojewódzkiej. Usytuowanej – to ważne – obok Fary. Co miało tę zaletę, że przechodząc, codziennie ładował akumulatory.

 Naładowany pozytywnie zaczął kolaborować z białostockimi tytułami. Na pierwszy ogień poszły Kontrasty Krystyny Marszałek-Młyńczyk. Szefowa, po przeczytaniu kilku wprawek, miała jedną radę: - Pisz, człowieku. Pisz. I rób to coraz lepiej.

  Więc człowiek pisał. Lepiej i lepiej, co miesięcznik społeczno-kulturalny doceniał publikacjami.

  Rozpisał się do tego stopnia, że w 1972 r. podpisał etat stażowy do działu miejskiego Gazety Białostockiej. Szeptucha sprawiła, a może był to szczęśliwy zbieg okoliczności, że wskoczył za biurko zwolnione przed Edka Redlińskiego, awansującego do warszawskiej Kultury.

  Po Miejskim był Ekonomiczny, a w tzw. międzyczasie pisanie tego, ku czemu najbardziej serce się rwało – reportaży.

  Gatunek ten, w latach ciężkiej komuny, jak utrzymują neofici, padł w PL na podatny grunt. I plon wydał. Tak bogaty, że w literacko-dziennikarskim światku mówiło się o białostockiej szkole reportażu.

 Czerwiec .75 otwiera nowy rozdział tak w historii kraju, jak i życiu (agaw). Proponują mu utworzenie i kierowanie oddziałem PAP-a w wykreowanym woj. suwalskim. Nie było ono takie całkiem do bani (kierownikowanie, nie województwo), skoro  doceniono to talonem na najlepszy wówczas samochód, jakim była Syrena 105 (z lewarkiem w podłodze). Zainteresowany uhonorował sam siebie studiami prezydenckimi na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW.

 Suwalski rozdział w życiu AG to lata intensywnej i owocnej współpracy, używając języka nowomowy, z wieloma tytułami regionalnymi i ogólnokrajowymi. Jest obecny na łamach  Gazety Współczesnej i w Radiu Białystok. Jego reportaże drukują Życie Literackie, Kultura, Przegląd Tygodniowy, Literatura, Polityka, Warmia i Mazury, Kontrasty.

 Wraz z Sierpniem .80 Nowe dotarło również i nad Czarną Hańczę. Zmaterializowało się w powołaniu Tygodnika Krajobrazy, gdzie za biurkiem sekretarza redakcji znalazło się miejsce dla niżej podpisanego.

 Wbrew Wieszczowi, wiek męski przyniósł – poza kontynuowaną współpracą -  szereg nagród regionalnych i krajowych w konkursach na reportaż (vide Galeria). Opublikowanym – czym zajęła się łomżyńska Oficyna Wydawnicza STOPKA Staszka Zagórskiego - zbiorkiem Dogoń serce moje, pod red. Krystyny Goldbergowej. Potem redagowanie monografii pt Ziemia ta sama, a jeszcze później udzial w tercecie autorów. Dzięki czemu powstał zbiorek reportaży pt Okolice wampirów (Wydawnictwo Hańcza). Całkiem późno zaś, już w kolejnym tysiącleciu, olsztyńskie wydawnictwo drukuje jego reportaż w zbiorze Niegdyś i Dziś.

 Przed końcem .87 AG rusza do Niemiec, by – jako gastarbeiter – podejrzeć Polaków za żelazną kuryną, zarabiających prawdziwe pieniądze. Dwumiesięczny pobyt przynosi Dojcze Triptychon: trzy reportaże opublikowane w Krajobrazach, jakie znajdą się również w przygotowywanym zbiorze Wróciłam, Kochanie. W wymiarze zawodowym dostaje kopa w dół.

 Teksty w Tygodniku Krajobrazy, opisujące przekręty lokalnych bonzów, handlujących działkami letniskowymi na Mazurach, spowodowały efekt domina i dymisję, oględnie rzecz określając.Co nie było niczym nadzwyczajnym z powszechnym wówczas spadem sekretrzy. Tyle że nie z redakcyjnych stołków.

 Krótki pobyt w Niemczech uświadamia mu podskórne tętno kraju – wyjazdy tysięcy młodych ludzi w poszukiwaniu lepszego i godnego życia. Zapoznawszy się z dokumentami o wychodźstwie Łomżan na przełomie XIX i XX wieku oraz osadnictwie w Ameryce, rusza  w ślad za krajanami. Zebranie materiałów do książki rozbiło się o brak zainteresowania wydawcy, upajającego się wówczas, jak cały Stary Kontynent, Jesienią Ludów  wyzwalającej się Europy. I tematami, na które w tamtym gorącym okresie był popyt.

 Szokiem jest powrót do zupełnie innego kraju, do zupełnie odmienionych ludzi. Nawet tych z najbliższego otoczenia, dla których dekalog nowych wartości jest jedynym i słusznym drogowskazem postępowania. Pieniądze, układy, dojścia i znajomości są teraz ulubionym laitmotivem życia. Po plajcie Tygodnika z Pogranicza, którego był naczelnym, a do której to upadłości w dużej mierze przyczynili się "życzliwi" i niezawodni - jak zawsze – rodacy, podejmuje decyzję o opuszczeniu kraju.

 Od 1997 r. mieszka w Ameryce, na Long Island. Uczestniczy w życiu organizacji amerykańskich i polonijnych, współpracuje z polskojęzycznymi tytułami w Nowym Jorku, pisze, czym wypełnia wolę Babci Marii. Jest pomysłodawcą konkursu na pamiętniki imigrantów, jaki z powodzeniem zorganizowały internetowy Magazyn Świecie Nasz z Kanady, nowojorski Nowy Dziennik oraz warszawska Polityka. Po scenariuszu filmowym Babysitter, na ukończeniu są powieść o polskiej emigracji PL-Man oraz zbiór reportaży polsko-amerykańskich Wróciłam, Kochanie.

 I – jeśli ... czasu starczy – przypomnienie romantycznej historii Leatherman’a, Julies’a Bourglay’a, francuskiego emigranta, w XIX-wiecznej Ameryce usiłującego odnaleźć sens i cel życia.

 

*             *             *

 

  Po każdym dniu trzeba postawić kropkę, odwrócić kartkę i zaczynać na nowo – Phil Bosmans

Najwazniejsze w życiu - zwykła była mawiać Catherine baronessa de T. (osobiscie znana) - jest to, w czyim towarzystwie widzą cię ludzie.

ŻYŁO SIĘ albo BIOGRAFIA BEZ KOTURNÓW