Nasza ukochana Babcia Maria. Kiedy czytała, Jej melodyjny, z lekka drżący głos przenosił mnie w tajemniczy świat bajek Brzechwy, Tuwima, Andersena.To dzięki Niej nauczyłem się smakować książki a poprzez nie poznawać świat, jaki czekał na mnie za drzwiami okładek.

 

   Na dobre początki mojej przygody z dziennikarstwem miały miejsce w Gazecie (jeszcze) Białostockiej.Od prawej: Irek Choroszucha (sekretarz redakcji), Krzysiek Próchniewicz (szef działu miejskiego), Andrzej Różalski (miejski), Andrzej Gawecki (miejski), Janusz Grysin (ekonomiczny), Rysiek Kraśko (szef kultury), Rysiek Popławski (depesze), Leszek Koleśnik (ekonomiczny), Jurek Jamiołkowski (sportowy).

 

   Autorzy nagrodzonych  prac w ogólnopolskim konkursie na reportaż ph Barwy wspomnień, jaki zorganizował białostocki Miesięcznik Kontrasty, zostali podjęci okazjonalną uroczystością w Związku Literatów Polskich.

  

 

Tradycją Suwaliady, dorocznej imprezy, jaką organizowały tytuły ukazujące się nad Hańczą oraz Białostockie Wydawnictwo Prasowe, był mecz piłki kopanej.Przez godzinę (półgodzinną przerwą)  połączone siły żurnalistów z Tygodnika Krajobrazy oraz Gazety Współczesnej zmagały się z lokalnymi władzami, wspomaganymi przez resztę świata.N/z: Suwaliada ’86. Drużyna oldboy’ów „Lewego Petitu” w składzie bojowym. Od lewej:Genek Kurzawa, Marek Starczewski (Naczelny Tygodnika z kaczką, bynajmniej nie dziennikarską) , Wiesiek Osewski, Heniek Kin, Krzysiek Grabowski, Andrzej Gawecki,Bogdan Pieklik, Genek Pietruszkeiwicz, Staszek Kulikowski, Irek Sewastianowicz, Andrzej Otłowski,Kazik Sobecki.

 

   Przed laty symbolizowała władzę totalitarną dyra, belfrów, trójek klasowych  i budy. Była synonimem tłumienia słusznych praw młodej jednostki do życia bez sprawdzianów, odrabiania lekcji, wywiadówek i codziennej kontroli czerwonego znaczka na lewym ramieniu, powyżej łokcia. Pokolenia licealisów główkowały nad najbardziej skuteczną metodą noszenia tarczy na szpilkę, agrafkę, zatrzaski czy klej(stolarki, biurowy nie trzymał). Super glue jeszcze nie wynaleziono, podobnie jak rzepów. Dzisiaj wisi na honorowanym miejscu nad moim biurkiem, świętość nieomalże, a ja, spojrzawszy nań, powtarzam: To se ne wrati.

 

Czerwiec 1987r. Po dwudziestu latach od matury pierwszy zjazd absolwentów „ogólnika” z rocznika ‘67. Pełni wiary i optymizmu  trzydziestolatkowie, jeszcze nie tak dawno wychowankami Liceum Ogólnokształcącego im. T. Kościuszki w Łomży, wypływali na szerokie wody życia, wierząc w szczęśliwą gwiazdę, która powiedzie ich do celu.

 

 

 

Czas nieubłaganie przerzedził szeregi. Na zjeździe abiturientów, w trzydzieści lat po balu maturalnym, w czerwcu ’97, stawili się już tylko nieliczni.

 


  

 

A tak widzi mnie

Hernan Sanchez (Boliwia)

 

 

Są chwile, kiedy w głowie jakby wymiótł a pusty ekran monitora z pulsującym Wordem przyprawia o szybsze bicie serca w poszukiwaniu tego jednego, pierwszego zdania.Na nic zdają się kolejne kawy, puszki Red Bull’a i zaklinanie rzeczywistości.

Wtenczas nie ma innej rady, jak poprosić Muzę o wsparcie. Nowojorska plotka niesie, że najbardziej skuteczna jest The Sweet Corinna z Parku Centralnego. Pod warunkiem, iż ucałuje się lewy – za przeproszeniem – cycuszek z mocnym postanowieniem poprawy w twórczym myśleniu, a dolegliwości przechodzą, jak ręką odjął.

 

 

PRZEPUSTKA DO ISTNIENIA

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

Od Pani Barbary z dalekich Wejsun na Mazurach otrzymałem miłą przesyłkę. Dziękuję serdecznie Państwu Heide i Romanowi Macioch oraz Pani Barbarze Gbur, wnuczce Eugeniusza Bielawskiego, za przesłanie dawnych zdjęć Króla Puszczy, oddających najlepsze lata jego życia.

(Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum)

 

 

LISTA NADKOMISARZA MAKAREWICZA

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                

Przeszłość – jest to dziś, tylko cokolwiek dalej Cyprian Kamil Norwid